Mieszkanie w bloku z lat siedemdziesiątych ma swoje uroki, ale gdy w salonie o powierzchni osiemnastu metrów kwadratowych próbujesz zmieścić stół, kanapę i biurko do pracy zdalnej, zaczynasz szukać rozwiązań, które nie przytłoczą przestrzeni. Styl japandi we wnętrzach to dla mnie odpowiedź na to wyzwanie. Łączy skandynawską prostotę z japońskim szacunkiem do materiałów i ciszy. Zamiast kupować kolejny regał z płyty wiórowej, postawiłam na meble z litego drewna dębowego o surowym wykończeniu. Ich naturalne usłojenie i delikatna patyna z czasem tylko zyskują na charakterze. To nie dla kogoś, kto lubi mnóstwo bibelotów. To styl dla kogoś, kto chce oddychać.
Prawdziwym testem okazała się sypialnia, która ma ledwie dziesięć metrów i służy również jako pokój gościnny. Potrzebowałam łóżka z pojemnikiem na pościel, żeby schować kołdry i poduszki dla odwiedzających. Znalazłam model z sosny malowanej na biało, z prostym zagłówkiem z lnu. Pojemnik na pościel ma metalową siatkę, a nie płytę – to oszczędza miejsce i zapewnia wentylację materaca. Wybrałam materac piankowy o grubości 16 cm, który nie wymaga stelaża listwowego z regulacją, bo i tak śpię na nim sama. Gdy przyjeżdżają goście, wystarczy wyciągnąć zapasowy komplet z pojemnika i w pięć minut zamienić sypialnię w drugi pokój dzienny. Kluczem jest tu każdy centymetr.

Styl japandi we wnętrzach uczy mnie, że mniej znaczy więcej, ale to „więcej” musi być przemyślane. W salonie zrezygnowałam z dużego narożnika na rzecz kanapy z funkcją spania. Wybrałam model z tapicerką welurową w kolorze sepiowej zieleni – welur jest miękki w dotyku i nie zbiera kurzu tak łatwo jak len. Mechanizm DL rozkłada się płynnie, a siedzisko ma 190 cm długości, więc wysoki kuzyn nie musi spać z nogami zwisającymi poza krawędź. Pod siedzeniem jest szuflada na prześcieradła i koc, co rozwiązuje problem braku miejsca na pościel. Gdy kanapa jest złożona, wygląda jak czysta, geometryczna bryła, bez zbędnych poduszek.
W kuchni, która ma cztery metry kwadratowe, zainspirowałam się japońskimi kuchniami otwartymi. Zamiast górnych szafek postawiłam otwarte półki z dębu, na których stoją tylko ceramiczne misy i szklane słoje. Styka się to z zasadą japandi – każdy przedmiot ma swoje miejsce i cel. Blat z konglomeratu kwarcowego jest w kolorze piasku, a fronty szafek matowe, bez uchwytów. Otwiera się je przez naciśnięcie. Dzięki temu przestrzeń wydaje się większa, a poranne parzenie kawy nie wymaga przekopywania się przez sterty plastikowych pojemników.
Łazienka to dla wielu najtrudniejsze pomieszczenie. U mnie ma trzy metry i jedno okno na wschód. Postawiłam na jasne płytki imitujące kamień w odcieniu popiołu i drewnianą półkę nad umywalką. Ręczniki wiszą na drabince z bambusa, a mydło w płynie przelewam do ceramicznego dozownika. Styl japandi we wnętrzach wymaga wyeliminowania plastikowych butelek i reklamówek. Nawet szczotkę do WC mam z drewna bukowego. To nie jest fanaberia – to sposób na to, by małe pomieszczenie nie wyglądało jak magazyn chemii gospodarczej.
Problem z przechowywaniem ubrań rozwiązała wersalka w przedpokoju. Tak, wersalka – ale nie ta z lat dziewięćdziesiątych w kwiecistym obiciu. Znalazłam model w formie prostej ławy, z siedziskiem z litego drewna i poduszką z szarego lnu. Pod spodem jest skrzynia na buty i torby. Gdy przychodzi więcej gości, rozkłada się na wąskie łóżko dla dziecka. Wersalka pełni funkcję siedziska przy butach i dodatkowego miejsca do spania, a jej minimalistyczna forma nie zaburza spokojnej atmosfery przedpokoju. Ważne, żeby nie stała się kolejnym miejscem do odkładania poczty i kluczy.
Oświetlenie w tym stylu to nie tylko lampa sufitowa. Postawiłam na papierowe lampy japońskie – te z papieru ryżowego, które dają miękkie, rozproszone światło. W salonie wisi jedna duża kula o średnicy 45 cm, a nad stołem w jadalni trzy mniejsze, na różnych wysokościach. Wieczorem mieszkanie wypełnia się ciepłym blaskiem bez ostrych cieni. Styl japandi we wnętrzach to również cisza wizualna – żadnych neonów, żadnych błyszczących chromów. Nawet kable od lamp ukryłam w białych listwach przypodłogowych.
Ostatnim akcentem są tekstylia. Nie kupuję dziesięciu poduszek dekoracyjnych. W sypialni leży jeden pled z wełny merynosa w kolorze ochry, a na kanapie w salonie dwie poduszki z lnu w odcieniu grafitu. Pościel jest z bawełny satynowej w kolorze kości słoniowej, bez wzorów. Gdy goście śpią na kanapie z funkcją spania, wystarczy zmienić poszewkę i pokój znowu wygląda schludnie. To styl, który nie wymaga sprzątania przed przyjściem kogokolwiek – bo każda rzecz ma swoje miejsce, a minimalizm nie pozwala na bałagan. I właśnie o to w nim chodzi.
Comment (0)