Kiedy projektuję jadalnię, zawsze myślę o tym, jak będzie używana na co dzień. Nie o tej wymarzonej kolacji dla ośmiu osób raz w roku, ale o codziennym śniadaniu w biegu i wieczornej herbacie przy rozłożonych papierach. Moja klientka miała wąską wnękę w kuchni, gdzie standardowy stół na sześć osób po prostu się nie mieścił. Zdecydowaliśmy się na stół rozkładany z blatem 80×120 cm, który po rozłożeniu daje 160 cm długości. Do tego krzesła tapicerowane welurem w odcieniu butelkowej zieleni. Ten materiał jest praktyczny, bo plamy z kawy nie wsiąkają od razu, a welur dodaje przytulności nawet w małym pomieszczeniu. Ważne, żeby krzesła miały podłokietniki, bo przy dłuższym siedzeniu to robi różnicę.

W jednym z mieszkań, które urządzałam, pojawił się problem z gośćmi na noc. Mieszkanko miało 45 metrów, a jadalnia pełniła też funkcję pokoju gościnnego. Postawiliśmy na kanapę z funkcją spania w odcieniu jasnego beżu. Mechanizm DL okazał się strzałem w dziesiątkę, bo rozkłada się szybko i nie wymaga odsuwania mebli od ściany. Siedzisko ma 180 cm długości, więc spokojnie śpią na nim dwie osoby. Pod spodem jest pojemnik na pościel, co rozwiązuje problem przechowywania poduszek i koców. Do tego stół, który po złożeniu zajmuje tylko 60 cm głębokości. Wieczorem zamieniamy jadalnię w sypialnię w trzy minuty. To realne rozwiązanie dla singli i par bez oddzielnego pokoju gościnnego.

Nie lubię, gdy w jadalni panuje chaos wizualny. Dlatego zawsze proponuję zabudowę w formie niskiej komody albo witryny. W jednym projekcie wykorzystaliśmy meble na wymiar pod skosem dachu. Tam zmieściły się talerze, szklanki i zapasy makaronów. Ale największym wyzwaniem okazało się przechowywanie dodatkowych krzeseł. Znalazłam składane modele z siedziskiem z litego drewna, które po złożeniu wiszą na ścianie jako dekoracja. Nikt nie zgadnie, że to zapasowe miejsca dla gości. Gdy przyszła rodzina z dziećmi, po prostu zdjęłam je ze ściany i postawiłam . Zero szafy zastawionej gratami.

Aranżacja jadalni często bywa pomijana w małych mieszkaniach. Ludzie myślą, że skoro nie ma miejsca na stół, to zjedzą na kanapie. Tymczasem ja widziałam, jak rodzina czteroosobowa jadła obiad na kolanach przed telewizorem. To nie było wygodne. Zaproponowałam stół rozkładany w formie konsoli, który stoi pod ścianą i zajmuje tylko 40 cm głębokości. Na co dzień służy jako blat do laptopa, a podczas obiadu rozkłada się go na 140 cm. Do tego dwa krzesła z cienkimi nogami, które łatwo wsunąć pod blat. Reszta domowników siada na pufach skórzanych, które chowa się pod stołem. Wszystko jest kompaktowe i nie blokuje przejścia.

W jednym z mieszkań zaprojektowałam jadalnię w wąskim przedpokoju, bo kuchnia była za mała. Postawiłam na okrągły stół o średnicy 90 cm. Dzięki brakowi kantów można swobodnie przejść obok, nawet gdy ktoś siedzi. Krzesła wybrałam z przezroczystego akrylu, które optycznie nie zajmują przestrzeni. Nad stołem zawisła lampa z kloszem z tkaniny w kolorze musztardowym, która daje ciepłe światło. To ważne, bo jadalnia bez okna potrzebuje dobrego oświetlenia. Zainstalowałam też listwę LED pod blatem, która rozświetla podłogę. Dzięki temu przestrzeń wydaje się większa, a wieczorem tworzy się nastrojowy kąt do kolacji.

Kiedyś klientka chciała, żeby jadalnia była jednocześnie miejscem do pracy. Postawiliśmy stół z blatem dębowym o grubości 4 cm, który jest stabilny i ładnie się starzeje. Krzesła wybraliśmy z siedziskiem z wikliny, bo są lekkie i łatwe do przenoszenia. Pod stołem położyliśmy dywan z wełny o splocie płaskim, który nie zbiera kurzu jak puszyste modele. Nad stołem zamontowaliśmy lampę z regulacją wysokości, opuszczaną na linkach. Gdy trzeba pracować, światło pada dokładnie na dokumenty. Gdy przychodzą goście, lampa idzie wyżej i tworzy się nastrój. W szafie obok schowała się drukarka i segregatory. Wszystko jest na swoim miejscu.

Ostatnio urządzałam jadalnię w starym mieszkaniu z wysokim sufitem. Tam postawiliśmy na kontrast. Stół z surowego drewna z blatem 200×90 cm i krzesła z tapicerką welurową w kolorze fuksji. Ściany pomalowaliśmy na grafitowo, co sprawiło, że meble zyskały na wyrazistości. Nad stołem wiszą trzy lampy w różnych wysokościach. Ale największym wyzwaniem było ogrzewanie. W starym budownictwie kaloryfery często stoją pod oknem, blokując miejsce na stół. Zdecydowaliśmy się na przeniesienie grzejnika na ścianę boczną i zamontowanie wersalki pod oknem. To daje dodatkowe miejsce do siedzenia dla dzieci, a także możliwość spania dla gości. Wersalka ma stelaz listwowy i materac piankowy, więc jest wygodniejsza niż standardowe sofy.

W małej jadalni warto postawić na meble z podwójną funkcją. Moja klientka miała tylko 10 metrów na całe pomieszczenie. Kupiliśmy łóżko z pojemnikiem na pościel, które w dzień służy jako ława. Po rozłożeniu blat stołu opiera się na nim, tworząc miejsce dla sześciu osób. Wieczorem łóżko wraca do swojej funkcji. To wymaga trochę gimnastyki, ale działa. Mechanizm jest prosty, a pojemnik mieści cztery komplety pościeli. W szafie nad stołem zmieściły się talerze i szklanki. Wszystko jest przemyślane pod kątem codziennego użytku. Nie ma tu pustej przestrzeni, każdy centymetr pracuje na swoją funkcję. To jest właśnie sedno dobrej aranżacji.